Archiwum kategorii ‘Na GORĄCO’

Pismo Komisji Geodezji do Prezydium PAN

piątek, 8 Styczeń 2010

Do Prezydium PAN Komisja Geodezji PAN wysłała list domagający się
przedstawienia teorii Bobuli do Europejskij Agencji Kosmicznej, ponieważ
wyniki te maja znaczenie dla strategii Europy. Zachodzi wiec pytanie czy
Polska Akademia Nauk dokona sabotażu polskiej nauki (i potęgi Europy) czy
może zdecyduje się wreszcie na promocje największego wyniku w historii
nauki?

Treść listu :

Geodezji i Inżynierii Środowiska
Krakowskiego Oddziału PAN

Do Prezydium

Krakowskiego Oddziału PAN

W Krakowie

W imieniu Sekcji Geodezji i Inżynierii Środowiska zwracam się do Prezydium PAN w Krakowie o wystąpienie do Europejskiej Agencji Kosmicznej z propozycją współpracy. Wspólnych badań geodezyjno – strategicznych nad ustaleniem współrzędnych obiektu kosmicznego, odległego więcej niż sto tysięcy kilometrów.

Z powodu zakrzywienia toru promienia świetlnego optyczne ustalenie położenia strategicznego punktu może posiadać tak duży błąd, że namierzenie go będzie niemożliwe.

Teoria p. Eugeniusza Bobuli opisuje tor promienia w zależności od otaczającego pola grawitacji, dlatego może być wystarczającym narzędziem do podjęcia proponowanych analiz, w których wtedy wzięliby udział polscy geodeci (ogólniej, naukowcy).

Równania znalezione przez p. Bobulę są znanymi równaniami matematycznymi, Eulera i Fouriera, jednak jego dystrybucyjne rozwiązania charakteryzują się całkowicie innymi własnościami od znanych (dystrybucyjną teorię dla tych równań stworzył Konstanty Holly, wielki polski matematyk końca XX-go wieku a teoria ta została umieszczona obecnie w monografii  -  E. Bobula, „Teoria cząstek elementarnych   Holly’ego teoria dystrybucji”).

Zwrócenie się więc do Agencji Europejskiej może przynieść korzyści nauce polskiej. Dodam, że p. Bobula musiałby też swoją teorię przedstawić na kilku europejskich uniwersytetach (zarówno dla wspólnego przedyskutowania koncepcji jak i oczywiście dla rozgłosu polskich wyników.

Przewodniczący Komisji

Prof. Dr hab. Krzysztof Koreleski

RODZINY KRYZYSÓW

piątek, 5 Czerwiec 2009

Obecność dzisiejsza w bibliotekach i czasopismach naukowych prac piszącego te słowa, uniemożliwia dalsze fikcje nad egzystencją dogasającej nauki. Dlatego nie można już ukryć jawnych jej niedoborów, sprzeczności czy wręcz zakłamań.

To właśnie w Krakowie, dzięki seminariom i wykładom piszącego, zniknęły z „kawiarnianego rynku” pochwały pod adresem wielu fikcyjnych naukowych prominentów. I dlatego dzisiaj w Krakowie już trzeba zdobywać miejsce wśród „wybitnych twórców” krytyką, gdzie indziej jeszcze obowiązującej nauki.

Bo nieważne co się w naukę wnosi i czy wnosi, hałaśliwa propaganda konstytuuje „wybitnego twórcę”, który jednakowoż nie potrafi powiedzieć ( tym bardziej napisać) jaki jest jego ideowy wkład w dziedzinę.

Jak referują mi uczestnicy tych seminaryjnych zawodów naukowych, w dniu 22 kwietnia profesor Ingarden w publicznej dyskusji naukowej w Uniwersytecie Jagiellońskim, dobitnie zwrócił uwagę, że oświadczenie o stałej prędkości światła jest jedynie wewnętrznym aksjomatem teorii względności Einsteina.

A więc bez związku z rzeczywistością, która jest, jaka jest.

To bardzo chwalebna wypowiedź.

Co ciekawe, nie nowa. I jakby zatajana, wstydliwa od prawie stu  lat.

Przypomnijmy więc jej prekursorów, chociaż może nie wszystkich. Natomiast przejmująco ujawniających wypowiedzianą prawdę, demaskującą bzdurę tak zwanej prędkości stałej światła.

Zacytujemy podręcznik uniwersytecki (na język polski tłumaczony w latach sześćdziesiątych XX-go wieku) :

A. N. Matwiejew „Teoria Pola Elektromagnetycznego” PWN, W-wa 1967,

Rozdział VII : „…w teorii elektronowej posługujemy się tylko wektorami pola w próżni i dlatego do opisania pola w ośrodkach materialnych nie są potrzebne żadne stałe materiałowe, prócz przenikalności próżni…”

Zatem światło rozchodzi się wyłącznie w próżni (no bo gdzieżby się rozchodzić miało – moja publiczna dyskusja z Prezesem PAU, że nie odróżnia próżni od wypróżnienia). Jest to kwestia najzupełniej oczywista, podkreślana przez piszącego w wielu monografiach.

Ale w takim razie jakżeż wytłumaczymy, że w szklance w jednej próżni (powietrznej) światło rozchodzi się z inną prędkością (stąd tzw „załamanie łyżeczki”) niż w szklance w próżni herbacianej? Do pracy genialni fizycy polscy (i nie tylko polscy).

Czeka was wielka przyszłość !

Dlaczego zatem to kłamstwo ma już sto lat, mimo, że szereg osób nawet pisało o bzdurze „teorii Einsteina”. Dopiero dzisiaj upaść musi. Ale z innego powodu. NASA nie wie gdzie znajdują się obiekty kosmiczne. Trzeba ratować armię. No więc poświęcić Einsteina. Byle osiągnąć skutek.

A jakaś teoria, która opisuje tylko swoje „wewnętrzne” wrażenia? Ssane z niedorzecznego aksjomatu?

A w tydzień później kolejny profesor Staruszkiewicz w dyskusji w PAU mówi o błędnej nauce, której wcale nie rozumie.

I oto wpisuje się w „wybitny krąg twórców” reformujących, odrzucających niereformowalną naukę.

W tym momencie piszący musi poważnie ustosunkować się do kadryla reform i zapytać?

Reformy nauki? Czym?

Czy to nie brak moralności wpisywać się w autora koncepcje „teorii uniwersum”? Krytykującą naukę, ale i ją stwarzając do życia.

Wykrzyknąć !

Nieważne co potrafię. Ważne, że jestem. To ja. I mogę zostać odznaczony.

Dodam, że żaden z wspomnianych profesorów nie ma żadnego wyniku naukowego (niech ktoś wspomni ideę takiego wyniku a ja go przekonywająco uzupełnię).

A przypomnę jak Pani Kudrycka, Minister Szkolnictwa Wyższego, nie wyraziła zgody na samoocenę samodzielnych pracowników naukowych, wypowiedzią:

„Mój najlepszy wynik w życiu twórczym”  – w jednym zdaniu.

Powyższy tekst nie jest formułą upomnienia się o wartości nauki.

Rzeczywistość upomni się sama (jest już za progiem).

Jeśli nauka nie poprawi swego wizerunku zginie sama. Co gorsza powodując upadek społeczeństw (i ich ekonomii oczywiście). Poprzednie niemoralne działania klakierów koncepcji naukowych a dzisiaj tych samych klakierów ich totalnych krytyk, ośmiesza sytuację tzw. Kulturalnych Społeczeństw i ich „wysokich” osiągnięć.

Oczekujemy zatem na dalsze kompromitacje .

Może ktoś je dostrzeże zanim całość upadnie (choćby tylko technologicznie).

Eugeniusz Bobula

„LISTA Filadefijska” zagrożeniem dla NAUKI !

środa, 22 Kwiecień 2009

Po bankach i stoczniach nadeszła pora na naukę.
Ocenę kadry uczelni oddano gremiom obcokrajowym, kryjącym się pod spiskową nazwą grupy „filadelfijskiej”, czyli zespołowi zamianowanych, nie wiadomo przez kogo (w Filadelfii o liście filadelfijskiej nie słyszano) czasopism, które według tajnego grona mianodawców reprezentują „najwyższy światowy poziom naukowy”
Te internacjonalne „sławy” zadecydują jaką kadrę naukową posiadać będzie Polska. (wystarcza przypomnieć do czego doprowadziła „TAJNA” NAJWYŻSZA RADA NAUKI POLSKIEJ nazywająca się w okresie internacjonalizmu Centralną Komisją Kwalifikacyjną ds. Kadr Naukowych).
Tylko publikacje w czasopismach GRUPY (powyżej zdefiniowanych dla tych czasopism sześciu punktów) będą się liczyć w ocenie kadry no i jej późniejszych zatrudnieniach. Ponieważ wyników naukowych przeważnie nikt nie ma (nikt nie ma na świecie a nie w Polsce), zatem liczyć się będą stosunki towarzyskie i przyjęcia w Grand Hotelu. Do tego prowadziła kiedyś Centralna Komisja Kwalifikacyjna, dzisiaj Grupa Filadelfijska.
Był kiedyś w Krakowie pomysł zorganizowania tutaj „największych światowych autorytetów” dla obrony zachodu. „Autorytetów”, które dzięki swemu intelektualnemu wkładowi, mieli uratować ZACHOD. Ich gaża rzecz jasna nie była ograniczona z góry. Kłopot tylko w tym, że gaża miała pochodzić z offsetu lotniczego, no a skoro ofset się nie pojawił i grupa „najwyższych osiągnięć” się nie narodziła
Kwestia zmusza więc do oceny intelektualnego wkładu zachodnich czasopism w rozwój światowego myślenia.
Podajmy budujący przykład.
Najwyższy (z tych najwyższych) autorytet naukowy „filadelfijskiej listy” PHYSICA A 387 (2008) 745-756” www.elsevier.com/locate/phys , Available online At www.sciencedirect.com „Science Direct” w artykule pt. „Mechano-chemistry: diffusion In multicomponent compresible mixtures” , na stronie trzeciej tego artykułu (chyba 747 według zapowiedzi nagłówka) pisze, że (linijka siedemnasta od dołu):
Suma gęstości (density of mass, linijka siódma od góry) mieszaniny jest równa sumie gęstości składników.
A zatem mamy wniosek:
Jak zlejemy dwie wody o gęstości jeden dostaniemy wodę o gęstości dwa;.
To istotnie wynik na najwyższym poziomie światowym (czwartej klasy szkoły podstawowej w Polsce).
W tej czwartej w Polsce klasie szkoły podstawowej nikt by do tak wielkiego wyniku zamieszczonego w czołowym czasopiśmie „Filadelfijskiej Listy” nie doszedł.
Widzimy zatem co nas czeka w najbliższej, najwyższej przyszłości naukowej.
Autor na koniec swego podsumowania przypomni
W swym liście do Pani Minister Kudryckiej zaproponował:
Pozwólmy naukowcom ocenić się samym. Niech każdy samodzielny pracownik nauki wypowie samoocenę „Mój największy wynik w życiu twórczym” Jednakowoż w jednym zdaniu.
Zdanie to wywiesi się na korytarzu uczelni i społeczność naukowa sama wyklnie nieroba, jeśli wyniku nie uzyskał!
Jednakowoż taki system oceny byłby ściśle merytoryczny.
A zatem nie możemy dopuścić do tego aby nas oceniono merytorycznie załkała kadra. Musimy tworzyć fikcje poparte obiadami w Grand Hotelu. A to że padnie nauka w Państwie niewiele nas obchodzi.
Cóż na koniec można dopowiedzieć.
Że z myśli XX-go wieku ocaleją tylko dwa nazwiska. I to polskie.
Stefana Banacha który twierdzeniem o punkcie stałym rozwiązał wszystkie problemy równań różniczkowych, oraz Tadeusza Ważewskiego, który stworzył teorię sterowania.
Czy zatem musimy unicestwić naukę właśnie tu gdzie ona odrodziła świat wieku XX-go?
Natomiast to właśnie tutaj autor stworzył „Teorię Uniwersum” największy wynik w historii.
Nie potrafi to przemówić do detalisty, dla którego ważny jest kolejny wyjazd na Konferencję do USA?